Not Found

The requested URL was not found on this server.


Apache/2.4.67 (Debian) Server at sf9j2oa.sbs Port 80
Dwie siostry zniknęły w lesie w Oregonie – znaleziono je 3 miesiące później przywiązane do drzewa, nieprzytomne - Pizza Time

Dwie siostry zniknęły w lesie w Oregonie – znaleziono je 3 miesiące później przywiązane do drzewa, nieprzytomne

Poszukiwania rozpoczęły się następnego ranka, 14 września, o świcie. Grupa strażników leśnych, wolontariuszy z oddziałów poszukiwawczo-ratowniczych oraz jednostka psów tropiących zebrały się przy szlaku Lewis River Trailhead. Operację koordynowało Biuro Szeryfa Hrabstwa Skamania we współpracy ze Służbą Leśną Stanów Zjednoczonych. Według oficjalnego dziennika operacji, pierwszym celem było odtworzenie zaplanowanej trasy sióstr i zlokalizowanie ich obozowiska w pobliżu potoku Bolt Creek.

Pogoda w dniu poszukiwań była bezchmurna, co pozwoliło zespołowi śmigłowców na przeprowadzenie badań terenowych z powietrza. Jednak gęsta korona drzew utrudniała widoczność gruntu w większości obszarów. Las w tym regionie składa się głównie z daglezji, choiny zachodniej i cedru czerwonego, z podszytem paproci, salal i klonu winnego. Widoczność z góry ograniczała się do polan, brzegów rzek i skalistych wychodni. Zespoły naziemne metodycznie przemieszczały się wzdłuż szlaku, sprawdzając ślady niedawnej aktywności: ślady stóp, porzucone opakowania, połamane gałęzie – wszystko, co mogłoby świadczyć o obecności sióstr.

W południe ekipa dotarła do obszaru w pobliżu potoku Bolt Creek, gdzie prawdopodobnie obozowały siostry Harlow. Znaleźli polanę noszącą ślady niedawnego użytkowania: palenisko z zwęglonym drewnem, spłaszczone fragmenty ziemi, gdzie mógł stać namiot, oraz kilka drobnych odcisków w ziemi, które mogły pozostać po butach trekkingowych. Nie było jednak namiotu, plecaków ani innego sprzętu kempingowego. Zespół kryminalistyczny, który później zbadał to miejsce, odnotował w swoim raporcie, że palenisko najwyraźniej było używane w ciągu ostatnich kilku dni, ale drewno było zimne i wilgotne, co sugerowało, że nie rozpalano w ostatnim czasie ognia.

Poszukiwania rozszerzyły się od obozowiska, wyznaczając siatkę. Wolontariusze przeczesywali zarośla, wykrzykując imiona sióstr i nasłuchując reakcji. Jednostki K9 wychwyciły ślad zapachowy prowadzący od polany, ale zanikł on po kilkuset metrach w pobliżu skalistego zbocza, gdzie teren stał się trudny do nawigacji. W ciągu następnych kilku dni obszar poszukiwań poszerzono, obejmując sąsiednie szlaki, koryta strumieni i opuszczone drogi leśne. Sprowadzono nurków, aby przeszukali odcinki rzeki Lewis, gdzie nurt był na tyle powolny, że można było się zanurzyć. Niczego nie znaleziono. Żadnej odzieży, żadnego sprzętu, żadnych śladów po siostrach.

Do końca pierwszego tygodnia w poszukiwaniach wzięło udział ponad 200 wolontariuszy. Lokalne media szeroko relacjonowały tę sprawę, a rodzina Harlowów publicznie apelowała o informacje. Zdjęcia Niny i Rebekki zostały rozesłane do pobliskich miejscowości, na kempingi i do stacji straży leśnej. Siostry zostały opisane jako przyjazne, doświadczone wędrowniczki, które nie podejmowałyby niepotrzebnego ryzyka. Brak konkretnych tropów był frustrujący dla wszystkich zaangażowanych.

21 września, 11 dni po ostatnim widzeniu sióstr, aktywne poszukiwania zostały oficjalnie ograniczone. Biuro szeryfa hrabstwa Skamania wydało oświadczenie, w którym wyjaśniło, że chociaż sprawa pozostaje w toku, wysłanie dużych zespołów poszukiwawczych bez nowych informacji nie jest już możliwe. Rodzina była zdruzgotana, ale rozumiała ograniczenia dostępnych zasobów. Zastępca szeryfa Finch zapewnił ich, że śledztwo będzie kontynuowane, a wszelkie nowe dowody zostaną niezwłocznie zbadane.

Tygodnie zamieniły się w miesiące. Akta sprawy pozostały na biurku Fincha, ale nie pojawiły się żadne nowe informacje. Honda CR-V nadal stała zaparkowana przy początku szlaku, nietknięta i nienaruszona. Śledczy dokładnie przeszukali pojazd, nie znajdując niczego niezwykłego: rzeczy osobiste, ubrania na zmianę, chłodziarkę z roztopionym lodem i mapę drogową z zaznaczoną na żółto trasą do początku szlaku. Wszystko wskazywało na normalną, zaplanowaną podróż.

Gdy październik ustąpił miejsca listopadowi, las zaczął się zmieniać. Liście nabrały złocistoczerwonego odcienia, a potem opadły. Temperatura spadła, a pierwsze lekkie opady śniegu pokryły wyższe partie gór. Rodzina Harlowów kontynuowała własne poszukiwania, organizując weekendowe wyprawy z przyjaciółmi i wolontariuszami. Rozwieszali ulotki, prowadzili stronę w mediach społecznościowych poświęconą poszukiwaniu Niny i Rebekki oraz kontaktowali się ze wszystkimi grupami outdoorowymi i klubami turystycznymi w regionie. Las jednak nie dawał żadnych odpowiedzi. Wyglądało na to, że siostry po prostu zniknęły w lesie, pozostawiając po sobie jedynie pytania i narastające poczucie lęku.

Minęły 3 miesiące w ciszy. Zima zaległa w Lesie Narodowym Gifford Pinchot, przykrywając grubą warstwą śniegu, który uczynił większość szlaków nieprzejezdnymi. Poszukiwania Niny i Rebekki Harlow osłabły, nie tylko jeśli chodzi o tropy, ale dosłownie. Temperatury w grudniu 2021 roku regularnie spadały poniżej zera, a las stał się miejscem, do którego odważyli się wejść tylko najbardziej doświadczeni zimowi wędrowcy. Biuro szeryfa hrabstwa Skamania prowadziło śledztwo, ale bez nowych informacji i wiarygodnych obserwacji niewiele można było zrobić do wiosennych odwilży. Zastępca szeryfa Lawrence Finch okresowo przeglądał akta, mając nadzieję, że pojawi się coś nowego, ale każde śledztwo kończyło się tak samo – z większą liczbą pytań niż odpowiedzi.

Rodzina Harlowów nie traciła nadziei. Patricia Harlow spędzała całe dnie na współpracy z organizacjami zajmującymi się osobami zaginionymi, konsultując się z prywatnymi detektywami i kontaktując się z jasnowidzami i wolontariuszami, którzy twierdzili, że mogą pomóc. Co tydzień publikowała aktualizacje w mediach społecznościowych, podtrzymując historię w świadomości społecznej. Uczniowie Rebekki ze szkoły podstawowej zrobili rysunki i kartki, które wystawiono w sekretariacie – każda z nich była krótką modlitwą o jej bezpieczny powrót. Współpracownicy Niny zorganizowali czuwanie przy świecach w centrum Portland, przyciągając uwagę lokalnych mediów i wywierając presję na władze, aby kontynuowały poszukiwania.

Ale gdy grudzień zamienił się w styczeń, nawet najbardziej optymistyczni zwolennicy zaczęli obawiać się najgorszego. Szanse na przeżycie 3 miesięcy na łonie natury, zwłaszcza zimą, były niezwykle nikłe. Hipotermia, głód, wychłodzenie, dzikie zwierzęta: lista zagrożeń była długa i nieubłagana. Niektórzy wolontariusze po cichu przestali uczestniczyć w spotkaniach poszukiwawczych. Niektórzy przyjaciele rodziny zaczęli mówić o siostrach w czasie przeszłym. Niewypowiedziana zgoda była taka, że ​​Nina i Rebecca odeszły i że wraz z nadejściem wiosny las opuści ich szczątki.

Ale las miał inne plany. Rankiem 14 grudnia 2021 roku biolog zajmujący się dziką przyrodą, Gordon Pace, przeprowadzał rutynowe badanie wzorców migracji łosi w odległej części Lasu Narodowego Gifford Pinchot. Jego praca wymagała od niego zejścia ze szlaku na tereny rzadko odwiedzane przez ludzi. Był wyposażony w sprzęt GPS, aparat z teleobiektywem i zapasy na kilka dni.

Według jego oficjalnego raportu, przechadzał się po gęstym lesie starodrzewu, około 6 kilometrów na północny wschód od szlaku Lewis River, gdy zauważył coś niezwykłego. Początkowo pomyślał, że to para manekinów: dwie postacie stojące wyprostowane na tle potężnej jodły daglezji, z nieruchomymi ciałami i pochylonymi głowami. Scena była tak dziwna i nie na miejscu, że Pace początkowo założył, że to jakaś instalacja artystyczna lub żart pozostawiony przez innych wędrowców. Jednak w miarę jak zbliżał się, szczegóły stawały się coraz wyraźniejsze i bardziej niepokojące.

Postacie nie były manekinami. Były ludźmi. Dwie kobiety, obie ubrane w mocno zabrudzone i podarte ubrania, były przywiązane do drzewa grubą nylonową liną. Ich ręce pociągnięto za siebie, owinięto wokół pnia i mocno zabezpieczono. Podobnie ich nogi były związane w kostkach i kolanach, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Obie kobiety wyglądały na nieprzytomne, z głowami zwieszonymi do przodu, włosami splątanymi i brudnymi. Ich twarze były umazane brudem, a skóra blada i popękana od wystawienia na działanie promieni słonecznych. Ich ubrania, które kiedyś były funkcjonalnym sprzętem turystycznym, teraz były niczym więcej niż szmatami.

Pace zatrzymał się w miejscu, serce waliło mu jak młotem. Przez chwilę nie mógł przetworzyć tego, co widział. Potem trening wziął górę. Wyciągnął telefon satelitarny i natychmiast zadzwonił pod numer alarmowy. Jego głos, według zapisu rozmowy, drżał, ale był wyraźny. Podał dokładne współrzędne GPS, opisał, co znalazł, i podkreślił, że obie kobiety najwyraźniej żyją, ale nie reagują. Dyspozytor polecił mu ostrożnie podejść i sprawdzić oznaki życiowe, ale nie rozwiązywać ich, dopóki nie nadejdzie pomoc.